O pilotach, którzy się bardzo nudzili i przekombinowali

Dzisiaj o dwóch wypadkach, do których doprowadziła nuda. Sytuacje te z początku mogą wydawać się nieprawdopodobne, ale przecież każdy czasami nudzi się w pracy i szukając jakiegoś interesującego zajęcia kończy np. czytając Podniebne Opowieści…

Był 3 września 1989 roku, kiedy Boeing 737 linii Varig szykował się do lotu z Maraby do Belém w Brazylii. Najciekawsze było jednak to, jak przed lotem zachowywał się kapitan. Wiedział on bowiem, że podróż będzie bardzo rutynowa i nużąca, więc postanowił znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. Świadkowie zeznali, że pilot przed startem wypytywał o częstotliwość radiową, na której mógłby słuchać relacji z meczu piłkarskiego między Brazylią a Chile, który odbywał się wtedy w Rio de Janeiro.

Po starcie kapitan najwyraźniej był bardzo pochłonięty relacją sportową, bo najpierw ustawił błędny kurs na autopilocie, a następnie nie zauważył, żeby cokolwiek złego się działo. Tymczasem samolot zmierzał w kierunku coraz gęstszej i bardziej nieprzebytej dżungli. W końcu w maszynie skończyło się paliwo, a pilot musiał oderwać się od transmisji i wylądować awaryjnie gdzieś w środku lasu tropikalnego. Wysokie drzewa oderwały skrzydła (z tego co wiem brzozy w tropikach nie rosną…), ale z powodu braku paliwa samolot nie zapalił się, a katastrofę przeżyły 54 osoby z 67, które znajdowały się na pokładzie.

Legendarne stało się jednak pytanie kapitana, które zadał ratownikom, gdy ci znaleźli wrak samolotu, a brzmiało:

„Kto wygrał?”


Dla ciekawskich ten mecz zakończył się przyznaniem walkowera Brazylii po tym, jak doszło do jednego z największych oszustw w historii piłki nożnej. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, więc może ktoś inny podchwyci ten temat.

Wracając do samolotów, prawdą jest, że w momencie zastosowania zaawansowanego autopilota praca w kokpitach stała się dużo bardziej nudna. Od tego czasu wystarczy bowiem ustawić kurs i można zapomnieć o locie. Urzędy lotnicze rozpieszczają co prawda pilotów listami kontrolnymi, które ci muszą co chwilę wypełniać, ale prawdą jest, że coraz częściej zdarza się, że piloci zasypiają w kokpicie.

Nie ma żadnych statystyk mówiących jak często dochodzi do takich zdarzeń, bo przecież nikt nie chce się do tego przyznawać. Jednak od czasu do czasu sytuacja staje się bardziej poważna, a informacja o śpiącej załodze wycieka do mediów i stąd wiemy, jaki jest to problem (chociaż prawdą jest, że drzemki zdarzają się również kontrolerom na nocnych zmianach). Możemy domyślać się jaki to jest stres – obudzić się jako pilot w lecącym samolocie i zorientować się, że twój kolega z kokpitu również śpi. Piloci oczywiście próbują jakoś walczyć ze zmęczeniem – niektórzy zaczynają wtedy eksperymentować…

Samolot typu McDonnell Douglas DC-10 leciał 3 listopada 1973 roku z Houston do Las Vegas. Maszyna znajdowała się na wysokości przelotowej i sterował nią autopilot, dlatego też załoga w kokpicie zaczynała się już poważnie nudzić. A przecież wokoło było tyle ciekawych rzeczy – czy na pewno wiedzieli o nich wszystko? Piloci zaczęli więc testować różne przyrządy, sprawdzać, czy przełączniki działają. W skrócie – bawili się mapą i mrugali światłami…

Gdy już się trochę rozluźnili, a nuda wciąż się pogłębiała, piloci postanowili rozwiązać trapiące ich zagwozdki dotyczące już poważniejszych systemów samolotu. W pewnym momencie wywiązała się taka rozmowa między mechanikiem pokładowym a kapitanem:

MP: Słuchaj, a jakby tak podkręcić obroty na jedynce, to czy automatyczna kontrola ciągu zareaguje?
K: Nie mam pojęcia.
MP: To może się przekonamy?
K: Dobra, zobaczymy.
MP: Ale ona już teraz jest na wysokich obrotach!
K: Gdzie, nic nie widzę? A, tu… No rzeczywiście, nieźle się rozkręc…

W pół słowa przerwał mu głośny wybuch…

Piloci DC-10 zaczęli się zastanawiać, czy jeżeli zwiększą moc prawego silnika, to system automatycznego ciągu, dla wyrównania, przyspieszy pracę lewego silnika. Kapitan był tak zaabsorbowany eksperymentem, że podkręcał prawą jednostkę napędową i patrzył na wskaźnik lewej, aby sprawdzić rezultat testu.

Tymczasem silnik znajdujący się po prawej stronie osiągnął tak wysokie obroty, że w pewnym momencie cała turbina zaczęła się poruszać, aż w końcu łopatki wirnika zahaczyły o obudowę i silnik eksplodował. Finał tej historii jest po części pozytywny, bo piloci mieli szczęście – samolot utrzymał się w powietrzu i udało im się bezpiecznie wylądować. Problem polegał na tym, że odłamki wybuchającego silnika uderzyły o kadłub i wybiły jedno z okien, przez co jeden z pasażerów został wyssany na zewnątrz. 

Na szczęście do takich błędów dochodzi bardzo rzadko, ale nuda wśród pilotów to wciąż poważny problem, o którym bardzo mało się mówi i równie mało się z tym próbuje robić. Na pocieszenie można dodać, że rok 2016 powoli się kończy i wszystko wskazuje na to, że będzie jednym z najbezpieczniejszych w całej historii lotnictwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *