„Przecież ostrzegałem” – Podniebna opowieść o Yujim Nishizawie

Dzisiaj opowieść o uprowadzeniu samolotu. Porywacz tłumaczył później, że zawsze chciał pilotować prawdziwego Boeinga 747. Jednak to nie był jedyny powód porwania, które skończyło się tragicznie.

Yuji Nishizawa był bezrobotnym mieszkańcem Tokio i zagorzałym fanem gier-symulatorów. Poza tym interesował się lotnictwem i dużo czasu spędzał na pobliskim lotnisku Haneda. Mężczyzna zauważył kiedyś, że kontrole bezpieczeństwa na lotnisku pozostawiają wiele do życzenia, a potencjalny porywacz mógłby bez problemu wnieść broń na pokład samolotu. Yuji oczywiście podzielił się swoimi obawami z władzami lotniska, te jednak… zignorowały ostrzeżenia.

Kilka tygodni później, 23 lipca 1999 roku, Boeing 747 wystartował właśnie z tokijskiego lotniska Haneda w podróż do Sapporo. Na pokładzie lotu All Nippon Airways nr 61 znalazło się aż 517 osób. Niecałe pół godziny po oderwaniu się od ziemi jeden z pasażerów dobył własnoręcznie wykonany nóż o ostrzu długości ponad 20 centymetrów. Jako że miało to miejsce kilka lat przed atakami w Nowym Jorku, a porwania samolotów zdarzały się stosunkowo rzadko, zabezpieczenie na pokładzie były bardzo symboliczne. Dlatego też napastnik bardzo szybko dotarł do kokpitu.

Porywacz na początku wyprosił z kokpitu kapitana i mechanika pokładowego, a następnie zajął miejsce po lewej stronie pierwszego oficera. Następnie polecił pilotowi zawrócić do Tokio i wylądować na terenie amerykańskiej bazy lotniczej Yokota. Jego polecenie zostało wykonane i już po chwili jumbo jet zmierzał zamiast na południe, na północ. Wtedy napastnik nakazał pilotowi oddać mu stery.

Drugi pilot lotu NH61, Naoyuki Nagashima, dotychczas posłusznie wykonywał polecenia porywacza. Miał zapewne nadzieję, że po lądowaniu przedstawi on swoje żądania i albo zostaną one spełnione, albo zostanie on ujęty siłą. Poza tym kapitan musiał już zawiadomić ziemię o uprowadzeniu, dając czas służbom na przygotowanie się do negocjacji. Wcześniej nie zdarzało się bowiem, żeby ktoś przejmował stery samolotu w celu popełnienia samobójstwa.

Nagashima, nie rozumiejąc przesłanek kierujących napastnikiem, stanowczo odmówił oddania mu sterów. Ta decyzja bardzo zdenerwowała jednak napastnika, który rzucił się na pilota i zadał mu kilka ciosów nożem w szyję i ramiona. Drugi pilot oczywiście przestał trzymać stery, a samolot zaczął pikować w dół. Słysząc krzyki swojego kolegi, kapitan i mechanik pokładowy postanowili wbiec do kokpitu.

Porywacz był zbyt zajęty swoją ofiarą, aby zauważyć dwie nowe osoby w kokpicie. Te osoby jednak nie zastanawiały się długo i natychmiast obezwładniły napastnika. Razem z pozostałymi członkami załogi pokładowej udało im się odebrać mężczyźnie broń i go unieruchomić. Kapitan oczywiście czym prędzej wyrównał poziom lotu i kontynuował lot w stronę Tokio.

Oczywiście pilot nie miał już zamiaru lądowania w bazie Yokota, tylko chciał jak najszybciej wrócić na lotnisko Haneda. Powodem nie był tylko porywacz, który teoretycznie mógł się w jakiś sposób uwolnić i próbować gołymi rękami zaatakować załogę, ale przede wszystkim drugi pilot, który mimo poważnych obrażeń cały czas dawał znaki życia. 

Mimo że kapitan robił wszystko co w jego mocy, aby znaleźć się na ziemi jak najszybciej, pierwszy oficer stracił jednak zbyt dużo krwi i niestety zmarł. Mimo to pozostałym ponad 500 osobom na pokładzie nic się nie stało. Zaraz po lądowaniu porywacz został oczywiście aresztowany.

Jak się okazało, osobą, która próbowała uprowadzić Boeinga 747 był Yuji Nishizawa, ten sam, który kilka tygodni wcześniej ostrzegał władze lotniska o niesprawnym systemie bezpieczeństwa. Jak tłumaczył później policji, chciał po prostu udowodnić, że jego obawy były słuszne. Nie bez znaczenia był też fakt, że mężczyzna często grywał w symulatory lotów i przez to zawsze marzył o pilotowaniu prawdziwego jumbo jeta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *