Ten samolot wylądował, mimo trafienia go przez terrorystów

Dzisiaj niezwykła opowieść, o samolocie, który miał zostać zestrzelony, ale mimo trafienia pociskiem, maszyna nie tylko utrzymywała się w powietrzu, ale pilotom udało się nią wylądować. Jednak nawet po tym heroicznym wyczynie, już na ziemi czekały kolejne problemy…

Mówiąc o tym samolocie napotykamy na pewien problem, a mianowicie brak numeru lotu. Zamiast tego stosuje się numer rejestracyjny tej maszyny, czyli oznaczenia OO-DLL. Ale przejdźmy do rzeczy. Był 22 listopada 2003, kiedy Airbus A300 przygotowywał się do lotu ze stolicy Iraku, Bagdadu do Bahrajnu w Katarze. Samolot należał do firmy DHL, a lot był typowo transportowy, więc na pokładzie, oprócz ładunku znalazło się tylko trzech pilotów.


Nie można też powiedzieć, że nic nie zwiastowało kłopotów. Listopad 2003 roku to przecież tylko kilka miesięcy po II wojnie w Zatoce Perskiej, a w Iraku wciąż działały groźne grupy terrorystyczne. Wprawdzie wcześniej nie zdarzały się ataki na samoloty cywilne, ale dowództwo wojskowe w Iraku było przekonane, że terroryści mają sprzęt pozwalający taki samolot zestrzelić.
Zanim przejdziemy do dalszej części historii warto przyjrzeć się temu co działo się też na ziemi, ale w nieco innym miejscu. Claudine Vernier-Palliez była francuską reporterką wojskową i w tamtym okresie relacjonowała sytuację z krajów Zatoki Perskiej. 22 listopada był dla niej bardzo ważnym dniem, ponieważ udało jej się umówić na rozmowę z dowódcą jednej z bojówek feduinów, czyli organizacji bardzo okrutnej i oddanej Saddamowi Husajnowi. 

Na miejscu spotkania francuska dziennikarka zastała jednak całą grupę feduinów, którzy niemal natychmiast wywieźli ją na pustynię. Nie było to jednak klasyczne porwanie. Okazało się, że grupa znajduje się bardzo blisko lotniska w Bagdadzie, a terroryści z jednego z samochodów wyjęli właśnie przenośną wyrzutnię rakietowych pocisków przeciwlotniczych typu 9K34 Strzała 3.
W tym samym czasie Airbus A300 startował z lotniska w Bagdadzie. Z uwagi na duże prawdopodobieństwo zestrzelenia, startujące samoloty musiały wykonywać manewry według specjalnej procedury. Zakładała ona między innymi odrywanie się od ziemi bez wysuniętych klap, tak aby jak najbardziej zmniejszyć powierzchnię samolotu, w którą mógłby trafić pocisk. Dodatkowo maszyna musiała wznosić się z maksymalną prędkością i bardzo ostro, żeby jak najszybciej znaleźć się jak najwyżej.
Tym razem procedury, niestety, się nie sprawdziły. Na wysokości 8000 stóp piloci poczuli silny wstrząs całego samolotu i równocześnie zaczęły się włączać alarmy. Okazało się, że pocisk wystrzelony przez terrorystów trafił w końcówkę lewego skrzydła maszyny. Piloci dosyć szybko się zorientowali, ponieważ tę część płata widać z siedzenia kapitana.

W tym momencie zaczyna się walka pilotów o życie. Sytuacja była beznadziejna też z tego powodu, że pocisk uszkodził zbiornik paliwa i pozostałości skrzydła zaczęły płonąć, co jeszcze bardziej zmniejszało jego powierzchnię. Najgorsze jednak było to, że przerwane zostały przewody hydrauliczne i wylał się z nich płyn. Sytuacja była podobna do tego, co spotkało lot JAL123, o czym pisałem w tym artykule – samolot niemal całkowicie stracił sterowność. Airbus znajdował się jednak zaraz za lotniskiem, więc dawało to jeszcze cień szansy na próbę awaryjnego lądowania. Piloci odcięli też dopływ paliwa z uszkodzonego zbiornika, a pozostałej nafty było na tyle dużo, że pozwoliłaby na powrót na lotnisko. Gdyby tylko dało się sterować…
Załoga samolotu z pewnością znała przypadek japońskiego samolotu, ale słyszeli też o locie United Airlines 232 – w obu sytuacjach piloci byli w stanie sterować samolotem za pomocą silników. W tym drugim przypadku samolot doleciał w ten sposób aż w okolice lotniska. Niestety, statystyka nie była zachęcająca – oba te przypadki zakończyły się tragicznymi katastrofami.
Piloci Airbusa zauważyli, że silniki działają bardzo dobrze i spróbowali nimi sterować. Tak też udało im się wpływać na kierunek lotu bez użycia sterów. Bo przecież jak zwiększy się prędkość, wzrasta siła nośna i samolot sam zaczyna się wznosić. Z kolei na odwrót będzie jak zmniejszy się nieco ciąg silników – maszyna zacznie opadać. Podobnie można też zmieniać kierunek lotu, używając niesymetrycznej mocy silników. Mówiąc prościej, gdy damy większą moc w silniku lewym, samolot zacznie skręcać w prawo i rzecz jasna na odwrót.
W ten sposób Airbus A300 zawrócił i skierował się w stronę pasa startowego, ale wtedy okazało się, że… maszyna jest za wysoko, żeby lądować. Wtedy kapitan samolotu podjął bardzo trudną decyzję – postanowił zrobić jeszcze jedno kółko i w ten sposób uzyskać bezpieczny pułap. Przypomnijmy, że robił to praktycznie bez sterowności, operując jedynie silnikami, dodatkowo z płonącym skrzydłem i zbiornikiem paliwa, który mógł w każdej chwili eksplodować.
Mimo tych wszystkich przeciwności krąg udało się wykonać i maszyna ponownie znalazła się na końcowy podejściu. Pilotom udało się mechanicznie wysunąć podwozie. Równocześnie nie zmniejszali oni prędkości aż do chwili przyziemienia – był to zabieg bazujący raz jeszcze na historii lotu United 232. Wtedy załoga zmniejszyła ciąg silników, co spowodowało nagłe opadnięcie samolotu i zderzenie z ziemią jeszcze przed lotniskiem.
Na chwilę przed lądowaniem pojawił się jeszcze jeden problem – przyziemne turbulencje, które uniemożliwiły wykonanie pierwotnego planu. Piloci nie mogli zareagować na wstrząsy spowodowane turbulencjami i maszyna na chwilę przed lądowaniem zmieniała jeszcze kierunek lotu. To z kolei najpierw uniemożliwiło lądowanie na dłuższym pasie – samolot został „zepchnięty” na krótszy pas równoległy. Na moment przed przyziemieniem turbulencje jeszcze raz dały o sobie znać i maszyna ponownie się przekręciła.
Dlatego też samolot dotknął w pierwszej kolejności drogi startowej, ale był ustawiony krzywo względem osi pasa, dlatego szybko zjechał z asfaltu. Maszyna cały czas poruszała się z bardzo dużą prędkością, przez co uszkodzeniu uległo podwozie. To z kolei spowodowało kolejny skręt i samolot poruszał się już niemal prostopadle do pasa startowego. W końcu Airbus przebił ogrodzenie lotniska i zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej. Jednak to nie był koniec problemów.
Zbiornik paliwa cały czas był uszkodzony i wylewała się z niego nafta lotnicza, przez co samolot mógł w każdej chwili eksplodować. Dlatego też piloci podjęli natychmiastową decyzję o ewakuacji, ale przed otworzeniem drzwi zostali zatrzymani przez kontrolę lotów.
Okazało się, że nie tylko samolot mógł eksplodować. Wiosną tego samego roku lotnisko w Bagdadzie było bowiem miejscem walk i jego obszar został wtedy zaminowany. I tak jak ścisły teren lotniska został sprawdzon28y przez saperów i zabezpieczony, nikt nie wiedział co znajduje się za ogrodzeniem. Piloci zostali więc uwięzieni w samolocie, który stał się wtedy tykającą bombą zegarową.
Po chwili obsługa lotniska wymyśliła jak ewakuować załogę. Do samolotu wysłano ciężki wóz strażacki, który powoli przejechał aż do wyjścia, gdzie czekali piloci. Następnie pojazd powoli cofał się, a załoga samolotu szła w stronę lotniska po śladach opon. Dopiero gdy piloci znaleźli się w po wewnętrznej stronie ogrodzenia byli bezpieczni. Mimo całej serii beznadziejnych sytuacji opowieść ta kończy się bez ofiar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *