Co z tymi psami? Czyli o jedzeniu w Chinach

Czy Chińczycy jedzą psy? Jak wygląda normalny posiłek w domu, restauracji i co można kupić na ulicy? W jaki sposób Chińczycy najczęściej spożywają posiłki, z jakich naczyń korzystają i czy w tamtejszym McDonald’s można dostać to samo co w Polskich? Zapraszam na kulinarną wycieczkę do Państwa Środka.

Pierwszego dnia po przyjeździe do Chin zasiadamy do stołu. Jako, że grupa jest całkiem spora, w restauracji mamy zarezerwowane kilka stołów. Każdy z nich jest okrągły mieści po 10 osób. Zaraz po zajęciu miejsca sprawdzam z czym mam do czynienia – drewniane pałeczki, prosty, okrągły talerz, nie za duży, mała miseczka i charakterystyczna biała łyżka z krótkim, ale szerokim trzonkiem. Do tego jedynie mały kubek bez uszka na herbatę. Na razie jedzenia nie ma, ale już wszyscy zaczynają planować jak użyć dostępnych narzędzi do jego spożycia.

Po chwili kelnerzy zaczynają przynosić półmiski z potrawami, a jest ich co najmniej 12. Widać też wazę z zupą i talerz z górą ryżu. Wszystko stoi na obrotowym panelu na środku stołu tak, że każdy ma do wszystkiego łatwy dostęp. Okazuje się szybko, że szkół jedzenia w Chinach jest sporo i każdy Chińczyk korzysta z naczyń trochę inaczej. Najczęściej jednak nakładamy trochę ryżu albo makaronu (zapomnijcie o ziemiakach!) do miseczki, a na wierzch dorzucamy mięsa, ryby i warzywa, a następnie zjadamy pałeczkami. Wszelkie odpadki, typu kości od mięsa czy ości z ryb odkładamy na talerz.

Zastanawiam się jeszcze do czego służy łyżka, ale szybko raz jeszcze spoglądam na stojącą na stole wazę z zupą. Przypomina rosół, ale w środku pływają kawałki ryb i owoce morza. Kiedy indziej będą to same warzywa. Jeden z Chińczyków dziwnie się na mnie patrzy, gdy nalewam zupy do miski i szybko zdaję sobie sprawę, że popełniłem gafę – w Chinach zupę pije się na koniec posiłku.

Kolejne zaskoczenie czeka mnie następnego dnia, przy śniadaniu. Bo, od razu mówię, chleba to nie znajdziecie. W zasadzie to takie chińskie śniadanie nie różni się od obiadu, czy kolacji. Z tym, że tutaj jest szwedzki stół, z którego nakłada się na talerz ryż, makaron, warzywa i pierożki nadziewane najróżniejszymi rzeczami.



Dzięki powyższej reklamie, możesz czytać ten artykuł całkowicie za darmo

Któregoś dnia wylądowałem w najprawdziwszym chińskim domu, gdzie chińska rodzina uczyła mnie jak robić pierogi. Było to ciekawe o tyle, że dotychczas myślałem, że Chińczycy jedzą jedynie w restauracjach. Wnioskowałem to bowiem na ilości tego typu punktów w centrach handlowych i niemal braku produktów spożywczych w supermarketach (oprócz zupek chińskich, które są wszędzie).

Chińskie pierogi mają różne wersje, ale są też takie, które niemal niczym nie różnią się od Polskich. Nadzienie pakuje się do kółek wyciętych z ciasta i następnie je zalepia. Gotowe pakunki wrzuca się do wrzącej wody i czeka aż wypłyną. Jedyną różnicą było to, że po ugotowaniu gospodyni wrzuciła jeszcze pierożki na WOK-a. W chińskim domu nie znajdziemy też garnków – nawet do gotowania potram w wodzie używa się tej charakterystycznej patelni z wysokimi brzegami.

Gotowanie w domu nie jest jednak tutaj popularne i faktycznie dużo je się „na mieście”. Centra handlowe pełne są małych punktów gastronomicznych, a w każdym jest niemal co innego. Co ciekawe, w większych miastach, takich jak Szanghaj, przeważa jedzenie japońskie. Ale znajdzie się też pizza. Albo McDonald’s.

W tym amerykańskim fast-foodzie znajdziemy niemal to wszystko co w Europie – jest na pewno BigMac, frytki, McNuggets i inne czołowe pozycje w menu. Jest też jednak ryż, a nawet specjalne zestawy ryżu z kurczakiem i sosami, do bólu przypominające normalne chińskie jedzenie. Dużo ciekawiej jest jednak w KFC, gdzie wybór kanapek jest raczej ubogi, ale znajdziemy tam na przykład sushi.



Dzięki powyższej reklamie, możesz czytać ten artykuł całkowicie za darmo

Wracając do retauracji, gdzie stołowaliśmy się najczęściej – na początku je się wszystko bardzo ostrożnie. Dodatkowo za każdym razem pytając chińczyków co to właściwie jest za potrawa. Wiadomo – wszyscy mają zakodowane, że przecież w Chinach je się psy, koty, tchórzofretki i inne dziwne zwierzęta. I nie to, że nas to brzydzi. Nie chcemy po prostu przegapić momentu, kiedy będziemy próbowali czegoś nowego.

Tymczasem na jednym półmisku jest kurczak, na innym kaczka, a obok leży jagnięcina. Wszystkie nazwy bardzo znajome i znane też z europejskich stołów. Pytam więc, czy tu w ogóle je się psy, a na to Chińczycy, którzy byli ze mną przy stole robią wielkie oczy (Jak można jeść psy?!) i wyjaśniają, że nigdy im się to nie zdarzyło. Po chwili niektórym się jednak przypomina, że chyba w niektórych prowincjach (my byliśmy w Szanghaju) psy podobno się je. Aha, no i oczywiście w Korei.

A co się pije do obiadu, śniadania i kolacji? Jakie są tam alkohole i czy Chińczycy mają niższą tolerancję na procenty? Tak się składa, że przeprowadziłem stosowne testy na sobie i na innych. Zapiszcie się do newslettera, żeby nie przegapić artykułu o trunkach, który już niedługo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *